Doprowadził do zwolnienia kilku osób (Joachima Pruta oraz Stanisława i Antoniego Cieciory) i zaprzyjaźnił się z ich rodzinami, które później gościły jego żonę.
Następnie od grudnia 1939 do czerwca 1940 służył w Węgrowie, gdzie pisał listy i pamiętniki zawierające spostrzeżenia na temat Polaków i Żydów. Diagnozował w nich sytuację w Polsce, w tym położenie ludności. Popierał jednak rozstrzygnięcie siłowe w walce z Wielką Brytanią, stwierdzając, że Adolf Hitler złożył temu krajowi dość ofert pokojowych. Synowi pisał, że wojna została zesłana przez Boga, ponieważ „ludzie w dużym stopniu należą do diabła” i wyjaśniał: „że niewinni również muszą cierpieć, to tajemnica cierpienia za innych, które Jezus wziął na siebie”. Pisał o swojej miłości do całej rodziny i mocnej wierze w Boga, która dawała mu siły do bycia dobrym człowiekiem w tamtych trudnych czasach. W listach do swojej żony Hosenfeld nie krył wstydu za okrucieństwa wyrządzane przez swoich rodaków, starając się pomóc wielu Polakom, w tym księdzu Antoniemu Cieciorze. Wydając osąd postępowania Niemców pisał: W pobliskim Sokołowie Podlaskim obserwował deportacje Polaków z terenów włączonych do Rzeszy, próbując pomagać wysiedlanym osobom.