Wykazały one między innymi, że uszkodzenia głów Krystyny i Stanisława wyglądają, jakby pochodziły od uderzeń zadanych podłużnym, twardym, tępym i ciężkim przedmiotem, a nie zostały spowodowane w wyniku potrącenia.

Osobami, które jako jedyne zeznały, że miało miejsce morderstwo i podały nazwiska sprawców, był 14-letni Stanisław Strzępek i Leszek Brzdękiewicz. Niedługo później ciało Leszka Brzdękiewicza znaleziono w rzece Czarnej. Według oficjalnej wersji utopił się przypadkowo.

Cechą szczególną procesu była duża liczba zarzutów postawionych świadkom zbrodni za fałszywe zeznania. Świadkowie ci zostali zobowiązani przez Jana Sojdę zaraz po dokonanej zbrodni do milczenia (przysięgi były składane pod krucyfiksem i na papierze). Dodatkowo otrzymali za swoje milczenie: każdy po medaliku i od 2 do 10 tys. zł (łącznie rodzina Sojdy wydała na łapówki ponad 200 tys. zł). Janusz Klich w pitawalu podkarpackim podaje kwotę 400 tys. zł. Łącznie świadkowie złożyli dwie przysięgi milczenia: pierwszą na miejscu zabójstwa, a drugą w trakcie śledztwa. Zostali przez sprawców zawiezieni do Wolicy, gdzie złożyli przysięgę przed ołtarzykiem z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i krucyfiksem, obok którego paliły się świece. W takiej scenerii przysięgli i złożyli podpis krwią, że zachowają milczenie.