Zabijanie Żydów w powojennej Polsce było udziałem wąskiego marginesu kryminalnego i antykomunistycznego podziemia, nie zaś – jak można byłoby wnioskować po lekturze „Strachu” – narodowym sportem Polaków”.
Historycy IPN Piotr Gontarczyk oraz Janusz Kurtyka zarzucili autorowi wybiórczy i tendencyjny dobór źródeł oraz ich jednostronną interpretację. Według Gontarczyka książka zawiera błędy metodologiczne i jego zdaniem w środowisku naukowym nie ma szans nawet na warunkową akceptację, na równi z pisarstwem Leszka Bubla.
Historyk Marek Jan Chodakiewicz nazwał książkę Grossa „propagandą” oraz stwierdził, że autor „ma z góry gotową tezę”. Innym jego zarzutem było np. potraktowanie przez Grossa jako przejawów „polskiego antysemityzmu” zarówno rasistowskich mordów na cywilach, jak i zabicia z przyczyn politycznych oficera UB. Zdaniem Chodakiewicza Gross pomija także rolę, jaką w powojennej Polsce pełnili żydowscy członkowie służby bezpieczeństwa (w opisywanym okresie zginąć mogło 500 – 1500 Żydów, jednocześnie z rąk Żydów wskutek denuncjacji lub z rąk żydowskich członków UB zginęło 3500 – 6500 Polaków).