Żołnierze bronili śmigłowca i rannego pilota w obliczu dziesiątek atakujących Somalijczyków. Obaj ponieśli śmierć w czasie dramatycznej walki. Zostali jako pierwsi od czasu wojny w Wietnamie pośmiertnie odznaczeni Medalami Honoru. Uratowany z katastrofy pilot nie został zbiegiem okoliczności zabity przez Somalijczyków, lecz pobity i wzięty do niewoli, z której został zwolniony po jedenastu dniach z poważnym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym.
„Zgubiony konwój” ppłk. McKnighta z 9 samochodami w wyniku poniesionych ciężkich strat musiał wycofać się do bazy. Wtedy ponad 100 żołnierzy rangers i Delta Force zostało odciętych we wrogim mieście. Gen. Garrison zawiadomił o sytuacji pakistański kontyngent ONZ, stacjonujący na stadionie. Zaczęto formować potężny konwój, składający się z czołgów, transporterów opancerzonych, żołnierzy 10. Dywizji Górskiej, pakistańskich i malezyjskich żołnierzy oraz pozostałości grup szturmowych rangers. Dowodzenie – mimo poważnych ran – przejął ppłk McKnight.
Na miejscu pierwszej katastrofy żołnierze bronili się przed nocnym wzmożonym ostrzałem moździerzy, masowym atakiem milicji oraz cywilów sięgających po broń.