Większość czasu spędzała jednak w Čachticach.
W 1604 Elżbieta poznała niejaką Annę Darvulię, kobietę, która – korzystając ze strachu Elżbiety przed nadchodzącą starością – rzekomo stała się najprawdopodobniej główną inspiratorką domniemanych zbrodni dokonywanych przez hrabinę. Pewnego dnia Elżbieta w złości miała uderzyć służkę tak mocno, że krew z nosa jej ofiary padła na twarz hrabiny; Elżbieta, spojrzawszy w lustro, miała zauważyć, że zniknęły jej zmarszczki. Darvulia miała wykorzystać złudzenie, jakiemu uległa jej pani i przekazać jej „starożytną mądrość”: przez odebranie komuś krwi można przejąć fizyczne i duchowe cechy tej osoby.
Od tej pory krwawe tortury miały stać się niemalże codziennością na čachtickim zamku. Służące miały być maltretowane nawet wtedy, gdy Elżbieta – chora i osłabiona – nie była w stanie zejść z łóżka. Te pomówienia miały wywieść się z fałszywych oskarżeń Jerzego Turzona, który dążył do zagarnięcia majątku hrabiny.