Mogę!”

Nie należy jednak przypisywać manieryzmowi rokokowego rozpasania. W XVI wieku nikt nie ośmieliłby się umieścić w rogu obrazu pulchnego Amorka. Żaden manierystyczny architekt nie ozdobiłby gzymsu stadkiem gipsowych putt. Manieryzm nieprzypadkowo jest traktowany jako era przejściowa między renesansem a barokiem. Zachowuje bowiem renesansowy umiar przy korzystaniu z barokowej swobody. Jak kulturalny pijak Rembrandta – bawi się, ale z czającą się na dnie oka nutą powagi. Stąd też tematyka płócien nie wykracza poza kanon renesansu, co daje zresztą ciekawą okazję do porównywania stylów. „Ostatnia wieczerza” Leonarda da Vinci kontra „Ostatnia wieczerza” Tintoretta. „Madonna z Dzieciątkiem” Jeana Fouqueta kontra „Madonna z Dzieciątkiem” Jacopa Pontorma (albo i „Madonna z długą szyją” Parmigianina). I tak dalej. Najpiękniejsze w przyglądaniu się dziejom malarstwa jest właśnie odnajdywanie drobnych różnic, które pozwalają na ujrzenie na własne oczy osławionego „ducha epoki”.

Podsumowując, trudno jest tak naprawdę wypunktować cechy tego kierunku w malarstwie, a i granica między obrazem manierystycznym a renesansowym jest umowna.