Otrzymywana pomoc była jednak Nikobarczykom bardzo często nieprzydatna (wełniane koce w gorącym i wilgotnym klimacie, gadżety elektroniczne przy niedostępności prądu elektrycznego) i obca (przetworzona żywność, odzież naznaczona religijnie i kulturowo np. indyjskie sari). Kontakt z władzami Indii i organizacjami przejęła niedoświadczona młodzież, a nie plemienna starszyzna lepiej zorientowana w potrzebach społeczności, ale tylko ona znała angielski lub hindi.

Zasiłki wypłacano na konta bankowe mężczyzn, uznanych za głowy dwupokoleniowych rodzin, podczas gdy do tej pory Nikobarczycy rozliczali się głównie barterem, a rodziny były wielopokoleniowe z wysokim statusem kobiet. Ewakuowani oczekiwali możliwości złożenia ogródków warzywnych, podstawowych narzędzi (np. siekier) do budowy drewnianych domów i łodzi, oraz powrotu na wyspy przed porą zasiewów.

Kilka miesięcy później wybuchły z tego powodu łagodne protesty. Paul Joora, przywódca społeczności na wyspach Wielki i Mały Nikobar, powiedział, że „pewnego dnia ta pomoc złamie nikobarskie serca”. Część ewakuowanych samodzielnie zorganizowała narzędzia, zbudowała łodzie, i zaczęła wracać na rodzime wyspy, np. Chowra. Powrócili tam na stałe ok. 18 miesięcy po ewakuacji, z pomocą setki małych łodzi.