Każdego dnia robotnicy pochodzenia żydowskiego byli poddawani brutalnej eksploatacji (pracowano bez przerwy w 12-godzinnym trybie dwuzmianowym), szykanom i pobiciom. Więźniów, którzy zdaniem strażników „uchylali się” od pracy poddawano dodatkowym represjom, nieraz zakatowując na śmierć (szczególnie znany z okrucieństwa był Georg Hering, odpowiedzialny za męczenie więźniów przy użyciu pałek, kijów i pejczy, w specjalnym pomieszczeniu do tego przeznaczonym). Na terenie zakładu istniały nawet wyodrębnione miejsca tortur, zwane na przykład „białym domkiem”, „salą tańca” czy „salą muzyki”, gdzie poszczególni strażnicy stosowali wymyślne rodzaje znęcania się nad więźniami.

Równie ciężko przedstawiały się same warunki życia obozowego. Pospiesznie budowane baraki nie dawały ochrony przed zimnem i wilgocią, jeśli budynki były murowane – to niedostosowywane do potrzeb mieszkaniowych. Brakowało elementarnych urządzeń sanitarnych, czy wyposażenia kuchni. Robotnicy spali najczęściej na niezmienianej słomie, przykryci własnymi paltami. Racje żywnościowe, które otrzymywali ledwie wystarczały (i to nie zawsze) dla podtrzymania ich egzystencji, były jednak zupełnie niewystarczające dla ciężko pracujących mężczyzn. W ten sposób wielu Żydów umierało z wycieńczania organizmu, który był niedożywiony i osłabiony ciężką pracą oraz brakiem snu.