Po wycofaniu się Prusaków miasto ponownie zajęli Polacy. Z rąk do rąk przechodził również Sieradz. Nieco później walki wybuchły na ziemi wieluńskiej. Walki też trwały w województwie kaliskim.
Ogólnie powstanie wybuchło w sposób zsynchronizowany, lecz jego poważnym mankamentem był brak naczelnego dowództwa. Szybkie postępy Polaków wywołały panikę w pruskiej administracji cywilnej, jednak nieliczne oddziały wojskowe zachowały dyscyplinę i skupiły się w większych garnizonach, głównie w Poznaniu i Toruniu, gdzie przygotowano obronę.
Pruska odpowiedź Chcąc stłumić powstanie, Fryderyk Wilhelm rozkazał 29 sierpnia wydzielić z wojsk oblegających Warszawę oddział złożony z batalionu fizylierów oraz szwadronu jazdy skompletowanego z żołnierzy pułków dowodzonych przez Trencka, Czetteritza oraz księcia Ludwika Wirtemberskiego. Na czele tej grupy stanął pochodzący z Węgier płk Johann Friedrich Székely. Miał on maszerować przez Sochaczew do Gniezna, pacyfikując Wielkopolskę. Ten słynący z brutalności oficer miał za zadanie utopić bunt we krwi, jednak od wykonywania doraźnych wyroków powstrzymywało go wzięcie przez powstańców za zakładników wielu wysokich urzędników. W tym samym czasie Gniezno miał zaatakować oddział wysłany z Poznania, a także maszerujący przez Leszno i Kościan oddział gen. Mannsteina.