Katowano nawet kobiety w zaawansowanej ciąży.

Skatowanych więźniów, którzy po przesłuchaniach nie mogli już poruszać się o własnych siłach, często wynoszono na noszach. Zdarzało się także, że ofiary były wleczone do więzienia w piwnicy za nogi, włosy lub pasek zaciśnięty na szyi.

Zwłoki zamordowanych były najczęściej przekazywane do kostnicy miejskiej przy ul. Oczki i mogły zostać wydane rodzinie w celu dokonania pogrzebu.

O skali zadawanych cierpień świadczą m.in. licznie zachowane na ścianach cel napisy. Większość z nich została wydrapana w murze paznokciami, tylko nieliczne zostały napisane ołówkiem lub okruchem węgla. Dla dziesiątków więźniów przesłuchania na Szucha zakończyły się trwałym kalectwem, wielu zadręczono na śmierć. Metody prowadzenia śledztwa przez warszawskie Gestapo często prowadziły do samobójstw zatrzymanych. Próbowali oni odebrać sobie życie m.in. podcinając żyły kawałkami szkła, zbitego lusterka lub blachy. Wiadomo także o kilku przypadkach torturowanych w śledztwie więźniów, którzy wyrywając się Niemcom rzucili się z okien na wewnętrzny dziedziniec.