Mocno wygłodzona zmora potrafiła jednak zabić swoją ofiarę.

Mówiono również, że gdy zmora znajdowała się przy ofierze, siadała śpiącemu na klatce piersiowej, po czym długimi palcami otwierała usta śpiącego i wpychała tam długi język. W ten sposób wysysając krew.

Człowiek dręczony przez zmorę jęczy, poci się i rzuca się na łóżku, wreszcie jest omdlały, leży jak sparaliżowany. Charakterystyczny był stan człowieka tuż po obudzeniu się: przejmujące uczucie zmęczenia, „bycia gniecionym całą noc”. Gdy osoba zaatakowana przez zmorę budziła się, ta natychmiast uciekała. Niewyspany człowiek jest następnego dnia „blady jak zmora”.

Najedzona zmora udaje się do stajni, gdzie dosiada konia i zmusza go do galopu, dbając, by zawsze być oświetloną promieniami księżyca. Kiedy koń osłabnie, zawraca i zostawia zwierzę w stajni. Niektóre zmory męczyły zwierzęta gospodarskie i sprowadzały na nie pomór.

Metody ochrony przed zmorą By pomóc śpiącemu, którego dręczy zmora, należało zbliżyć się z butelką w prawej ręce, a lewą ręką zagarnąć od głowy śpiącego ku stopom, następnie zakryć ręką i zakorkować naczynie. Butelkę z pochwyconą zmorą należało utopić lub wrzucić w ogień.