Czota 510 starała się zlokalizować źródła ostrzału, strzelając raz z lewego, raz z prawego skrzydła. Druga połowa oddziału lokalizowała wtedy polskie umocnienia, i starała się je zniszczyć. To samo czyniła czota 512. W tym czasie zobaczono pożar i usłyszano straty po przeciwnej stronie miasteczka, co oznaczało, że już wszystkie oddziały wkroczyły do akcji. Czota 512 otrzymała rozkaz ostrzeliwać bunkry i dwór. W tym czasie czota 510 nacierała na bunkry. Posuwając się skokami zdobyła najpierw okopy przed bunkrami, a następnie same bunkry, i podpaliła je. Czota 512 posuwając się skokami, a częściowo się czołgając potokiem i rowami po obu stronach drogi, podeszła pod posterunek MO i kościół, i zniszczyła jeden bunkier wraz z moździerzem i ckm-em oraz spaliła dziesięć drewnianych domów.
Około godz. 7 rano sotnia wycofała się na stanowiska wyjściowe i lewym skrzydłem nawiązywała kontakt z sotnią U-4 „Burłaka”, działającą na odcinku od mostu, na szosie przemyskiej – czota 512, d-ca „Wańka” w stronę Woli Korzenieckiej czota 510. Burłak nie zezwolił na zejście sotni „Łastiwki” z pola walki, by nie odsłonić swego prawego skrzydła.