O działalności młodego księdza donosiła ówczesna "Ziemia Lubelska": Jak i inni mariawici mówił ciągle on ludowi, że jest św. Zakonnica, która miała objawienie, że tylko przez wprowadzenie praktyk: adoracji Najświętszego Sakramentu, częstej Komunii Św. i czci dla Matki Boskiej Nieustającej Pomocy świat się odrodzi duchowo. Zapisywał więc do adoracji nie tylko w parafii markuszowskiej ale i w sąsiednich i około 7 tys. ludzi zdołał pociągnąć za sobą. Mówił, że biskupi i księża przeciwko tym praktykom powstawać będą, że kto się nie zapisze do adoracji Najświętszego Sakramentu i innych to na potępienie wieczne pójdzie. Stąd powstało rozdwojenie w parafii i lud biedny nie wiedział czego się trzymać.
W czasie rozłamu na początku 1906 roku opowiedział się wraz z częścią parafian za mariawityzmem. Dzieło Wielkiego Miłosierdzia przyjęła również część wiernych z okolicznych parafii rzymskokatolickich. Biskup Jaczewski wraz z niektórymi księżmi próbowali zmusić kapłana Ładysława do powrotu do Kościoła rzymskokatolickiego. Duchowny bardzo mocno umiłował Dzieło Wielkiego Miłosierdzia i nie miał zamiaru porzucać życia kapłana mariawity.