Tam Niemcy wyciągnęli z tłumu osoby cywilne oraz część sanitariuszek i łączniczek, podczas gdy wziętym do niewoli żołnierzom AK rozkazali uklęknąć przy parkanie na skraju pobliskiej skarpy. Dalej przebieg wypadków nie jest już do końca jasny. Ponoć powstaniec o pseudonimie „Góral” miał nie wytrzymać napięcia i z okrzykiem „nie dajmy się zarżnąć jak barany” chwycił za karabin najbliższego Niemca, podczas gdy kilku innych jeńców podjęło próbę ucieczki. Policjanci z oddziału SchutzpolizeiW komendzie żandarmerii na powiat warszawski, która znajdowała się przy ul. Dworkowej przez długi czas kwaterowali żandarmi z oddziału Oberleutnanta Karla Lipschera. W pierwszych dniach powstania dopuścili się oni szeregu zbrodni na ludności Mokotowa. Ich konta nie obciąża jednak masakra jeńców przy ul. Dworkowej, gdyż oddział Lipschera opuścił Warszawę jeszcze przed kapitulacją Mokotowa. Odpowiedzialność za zbrodnię popełnioną 27 września 1944 ponosi przysłany na ich miejsce oddział niemieckiej policji ochronnej (Schutzpolizei). Patrz: . wspierani przez SS-manów z załogi tzw. domów Wedla otworzyli wówczas ogień, mordując wszystkich wziętych do niewoli powstańców. Rannych dobijano.

W tym samym czasie druga grupa powstańców wyszła przez właz przy ul. Dworkowej 5. Zostali oni również wymordowani przez Niemców.