Deportacja jeńców z obozów następowała na kilkanaście dni przed nadejściem frontu. Więźniowie, skrajnie wyczerpani pobytem w obozie i morderczą pracą, byli pędzeni przez Niemców w głąb III Rzeszy, gdzie mieli nadal służyć jako darmowa siła robocza na potrzeby niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Pod koniec wojny celem marszów śmierci były niemieckie statki mające wypłynąć w otwarte morze gdzie w zamierzeniu inicjatorów marszów miały być zatopione przez aliantów jako okręty wojenne przewożące wojsko (doszło do omyłkowych zatopień SS Cap „Arcona” oraz SS „Thielbek”, na których łącznie zginęło ok. 7000 więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych Stutthof i Neuengamme).
Marsze stanowiły dramatyczną chwilę w historii więźniów hitlerowskich obozów. Większość marszów odbywała się na mrozie, zimą 1944–1945. Odcinki dziennej marszruty wynosiły ok. 20–30 km, noclegi improwizowane były najczęściej pod gołym niebem. Pasiaki więźniarskie nie pozwalały w stopniu wystarczającym zachować ciepła. Żywieniowe racje dzienne były wypadkową losu. Każde odstępstwo od kolumny traktowane było jako próba ucieczki bądź niezdolność do dalszej drogi i karane natychmiastową śmiercią. Śmiertelność podczas marszów była bardzo wysoka.