Z kolei zaliczanie ich do systemów semiprezydenckich zaciera fakt drastycznej nierównowagi ustrojowej. Z tego powodu zasadne jest wyodrębnianie z semiprezydencjalizmu tzw. systemów superprezydenckich (określanych też mianem neoprezydenckich lub hiperprezydenckich). Ich wspólną cechą jest dominująca pozycja prezydenta, która wykracza daleko poza tradycyjnie rozumianą władzę wykonawczą. Przejawia się ona m.in. w prawie do swobodnego rozwiązywania parlamentu oraz w rozbudowanych uprawnieniach prawodawczych, które pozwalają prezydentowi na wydawanie dekretów z mocą ustawy, co w praktyce pozwala mu wręcz wyręczać parlament w działalności legislacyjnej. Prezydent w takim systemie faktycznie stoi ponad zasadą trójpodziału władzy.
Współczesne systemy superprezydenckie często przyjmują formy zakamuflowane – w ich tekstach konstytucyjnych formalnie wpisuje się zasady trójpodziału władzy, podczas gdy w rzeczywistości cała władza jest bezwzględnie skoncentrowana w rękach prezydenta. Zupełnie inaczej wyglądało to w ujęciu historycznym: w pełni jawnym (nieskrywanym) przykładem takiego systemu była polska konstytucja kwietniowa z 1935 roku.