Śpiewam dla siebie, śpiewam tu dla cyprysów [...] mogę używać swej niezależności i przedłużać swą mowę do woli, bo sam jestem miarą dla siebie. Lektura czyniona na sposób gramatyków, którzy przystępują do niej uzbrojeni w swe nożyce do cięcia tekstów, jest mu obmierzła. Dlatego biblioteka, jaką gromadzi dla syna, nie zawiera opracowań krytycznych, lecz teksty często zdefektowane, które pobudzają do robienia własnych uzupełnień i uwolnienia się od poglądów czytanych autorów. Ich myśli i styl odwzorowują się w jego duszy ("jak na miękkim wosku") i sprawiają, że może je dalej rozwijać.
W zakończeniu Diona Synezjusz opowiada, że poproszony pewnego razu o przeczytanie jakiegoś utworu, przez chwilę czytał, po czym zaczął improwizować w tym samym stylu, tak że się słuchacze nie zorientowali, nagradzając oklaskami czytanego autora, a nie jego. Zdarzało mu się odkładać czytaną książkę i dalej snuć wątek cudzych myśli. Często z tragikami stawałem się tragiczny, często plotłem komicznie na sposób czytanego autora [...] Nie ma formy wiersza, ani rodzaju poezji, których nie odważyłbym się spróbować. W ten sposób za Dionem z Prusy naśladuje dawną literaturę, w tym różniąc się od niego i dawniejszych sofistów, że czerpie nie od jednego autora, ale wielu. Literatura nie pobudza go już do własnych myśli, lecz do naśladowania cudzych.