Alojzy Piątek (podczas relacjonowania katastrofy pisownię nazwiska przekręcono i potem używano niepoprawnej wersji Piontek) po tąpnięciu został przyciśnięty styliskiem od własnej łopaty, zdołał je przepiłować blachą z hełmu, przedarł się przez drewniane belki i ulokował w niewielkiej niszy o wymiarze 1 metra i wysokości 70 centymetrów, mogącej pomieścić jedną osobę. Tam, bez wody i jedzenia, pijąc własny mocz, przetrwał do momentu wydobycia go z zawału ponad sześć i pół doby (158 godzin), tracąc rachubę czasu (zegarek pozostawił w ubraniu, które zdjął przed wypadkiem). Gdy go usłyszano, był przytomny, kontakt z nim nawiązał kierujący w tym czasie przekopywaniem zawału Alojzy Wylenżek, jego sztygar. Alojzy Piątek dużo mówił, logicznie odpowiadał ratownikom i pomógł im zlokalizować swoje położenie. Przekazał, że oprócz niego katastrofę przeżył Alfred Gebauer, który zasypany leżał w jego pobliżu i słyszeli się wzajemnie. Rozmawiali ze sobą, przyrzekali sobie, że więcej pod ziemię nie zjadą, ale Gebauer osłabł i zmarł przed odnalezieniem, prosząc Piątka o pożegnanie bliskich. Po kilku dalszych godzinach ratownicy przebili się do górnika i wydostali go.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Katastrofa górnicza w kopalni Rokitnica · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.