W odpowiedzi na taki obrót sprawy właściciele przeszli do gróźb. Wytypowano kilka szpularek i ich ojców lub mężów i zagrożono im wyrzuceniem z pracy i mieszkań służbowych. Groźba ta była poważna i wpłynęła na osłabienie oporu, który jednak szybko podsycili młodzi tkacze, przekonując kobiety do trwania w oporze. Argumentem miała być możliwość sparaliżowania całej produkcji w przypadku strajku szpularek, a tego panicznie obawiał się zarząd.
24 kwietnia thumb|240px|Staw fabryczny, z którego planowano spuścić wodę thumb|240px|Szpularki i szpularze z zakładów żyrardowskich thumb|240px|„Pomnik Prządki” dłuta Maksymiliana Biskupskiego, 2006 r. Sytuacja uległą więc zaognieniu i 24 kwietnia do pracy nie przystąpiło już trzysta osób. Rozwinięciu uległy też żądania strajkujących, którzy domagali się teraz podwyżek, skrócenia czasu pracy, obniżenia czynszów w mieszkaniach służbowych, zlikwidowania kuriozalnego systemu kar fabrycznych oraz wydalenia pracujących w fabryce Niemców. Radykalizacja żądań sprawiła nawet, że robotnicy planowali rozkopać groblę przy stawie fabrycznym i spuścić z niego wodę. Planu nie udało się wcielić w życie z uwagi na wczesny donos. Fabrykanci otoczyli staw strażakami i nieliczną policją.