Dopiero przybycie Rösnera na miejsce wydarzeń uspokoiło sytuację i doprowadziło do rozejścia się tłumu.

Nie wiadomo, czy tłum zgromadził się spontaniczne, czy też miało to miejsce na skutek czyiś inspiracji. O wybuch zamieszek jezuici oskarżyli Rösnera oraz ortodoksyjnych pastorów Ephraima Oloffa starszego i Krzysztofa Henryka Andrzeja Gereta. Historyk Jerzy Dygdała podkreśla, że działania władz Torunia 16 lipca były prawidłowe, acz niezbyt zdecydowane. Aresztowanie dwóch studentów miało stanowić nacisk na rektora Kolegium oraz potencjalnie być zemstą na jezuitach za postawienie burmistrzowi zarzutów w sprawie prof. Jana Arndta. Tego ostatniego oskarżono o dopuszczenie do wystawienie sztuki religijnej dotyczącej postawienia Jezusa Chrystusa przed sądem żydowskim, gdzie zdaniem pewnego widza katolickiego postać arcykapłana Kajfasza stanowiła krytykę papieża. Dzięki polubownemu rozwiązaniu sprawy nie doszło do procesu o bluźnierstwo, jednak zostały wzajemne urazy. W wydarzeniach z 17 lipca stroną czynną była ludność ewangelicka. Zdaniem Dygdały Rösner mógł świadomie biernie przyglądać się tumultowi, by upokorzyć jezuitów. Niektórzy rajcy, skonfliktowani z burmistrzem, mieli wykorzystać zamieszki do pogrążenia Rösnera. Wiceprezydent Torunia Jakub Henryk Zerneke, mieszkający w sąsiedztwie Kolegium, nie podjął się interwencji.