thumb|Egzekucja protestantów w Toruniu, 1724 Tumult toruński (sprawa toruńska), w historiografii niemieckiej znany jako Thorner Blutgericht (pol. krwawy sąd toruński) bądź Thorner Blutbad (pol. krwawa łaźnia toruńska) – rozruchy z 16 lipca 1724 roku w Toruniu, kiedy to doszło do zamieszek między miejscowymi protestantami a katolikami. Protestanci, sprowokowani przez zaczepki jezuickiego ucznia Stanisława Lisieckiego, a następnie porwanie studenta ewangelickiego Gimnazjum Akademickiego przez kolegów Lisieckiego, zdemolowali toruńskie Kolegium Jezuickie. Wobec spóźnionej reakcji ze strony miejskich służb porządkowych jezuici pozwali magistrat przed sąd asesorski w Warszawie przy wsparciu króla Augusta II Mocnego, domagając się przejęcia władzy w mieście przez katolików. Zgodnie z żądaniem oskarżycieli sąd skazał burmistrza Torunia Jana Gotfryda Rösnera i dziewięciu uczestników tumultu na karę śmierci. Należący do protestantów kościół Marii Panny w Toruniu został oddany bernardynom, a do rady miasta Torunia wprowadzono połowę katolików. Wydarzenia w Toruniu obiegły Europę i stały się pretekstem do kampanii środowisk protestanckich przeciwko Rzeczypospolitej.
Kontekst historyczny Pierwsi ewangelicy pojawili się w Toruniu krótko po ogłoszeniu przez Marcina Lutra 95 tez w 1517 roku. W dniach 3 maja i 26 lipca (według innego źródła 24 lipca) 1520 roku król Zygmunt I Stary wydał w Toruniu edykty zabraniające sprowadzania i kolportażu pism Lutra na terenie królestwa. 28 grudnia 1558 roku miasto uzyskało od króla Zygmunta II Augusta przywilej zezwalający na rozwój ewangelizmu. Toruń stanowił jedno z ważniejszych miast ewangelickich w Rzeczypospolitej. W 1595 roku w odbył się tam synod generalny protestantów, natomiast w 1645 roku miało miejsce Colloquium charitativum, spotkanie ekumeniczne polskich protestantów i katolików.
Na początku XVIII wieku w Toruniu mieszkało ok. 11 tys. mieszkańców. Relacje pomiędzy katolikami a ewangelikami ulegały stopniowemu pogorszeniu od XVII wieku (w wyniku napływu ludności niemieckiej wyznania ewangelickiego, cieszącego się poparciem władz miasta), a nasiliły się po III wojnie północnej. W Rzeczypospolitej od I połowy XVII stulecia decydujące znaczenie w polityce mieli katolicy, w Toruniu zaś władze sprawowali niemieckojęzyczni protestanci (początkowo różnych wyznań, później wyłącznie luteranie), prowadzący własną politykę wyznaniową. Ludność katolicka w mieście składała się z przedstawicieli klas niższych, posługujących się językiem polskim. Byli oni dyskryminowani w życiu publicznym Torunia: nie pełnili urzędów wybieralnych ani nominowanych oraz nie mieli dostępu do większości cechów. Ponadto na początku XVIII wieku relacje pomiędzy władzami miasta a tamtejszym Kolegium Jezuickim były wrogie – zakonnicy prowadzili antyheretycką i antyszwedzką politykę (wcześniej, w ciągu XVII wieku byli kilkakrotnie wypędzani z Torunia). W 1703 roku Szwedzi nie wygnali jezuitów, jednak spustoszyli ich majątek i odnosili się do nich z wrogością. Od początku XVII wieku w Toruniu toczyły się także spory pomiędzy katolikami a protestantami w sprawie urządzania katolickich ceremonii kościelnych (szczególnie procesji po ulicach miasta). Wymuszony w 1643 roku przez króla Władysława IV Wazę kompromis, zezwalający na reglamentowaną procesję Bożego Ciała, nie był respektowany przez luteranów. Źródłem konfliktów było równoległe funkcjonowanie Kolegium Jezuickiego i Gimnazjum Akademickiego, ponieważ uczniowie obu szkół brali udział w awanturach.
Zamieszki 16 lipca 1724 roku w Toruniu odbywała się procesja na cmentarzu kościoła św. Jakuba, w święto Matki Boskiej Szkaplerznej. Nabożeństwu przyglądała się grupa młodych ewangelików. W pewnym momencie do ewangelików podszedł uczeń Kolegium Jezuickiego i syn ubogiego włocławskiego mieszczanina Stanisław Lisiecki, który według różnych relacji miał zażądać od nich zdjęcia czapek bądź przyklęknięcia przed Najświętszym Sakramentem. Doszło do awantury, podczas której Lisiecki miał strącić czapkę jednemu z ewangelików oraz prawdopodobnie również go spoliczkować. Na tym skończył się spór, jednak późnym popołudniem Lisiecki natknął się na dwóch ewangelików, z którymi awanturował się podczas nabożeństwa. Doszło do kolejnej awantury, do której dołączył luterański mieszczanin Dawid Heyder. Lisieckiemu pomogli jego koledzy, wychodzący z kościoła św. Jakuba. Incydent rozrósł się do dużej bijatyki, którą przerwało kilku żołnierzy milicji miejskiej, zatrzymując Lisieckiego. Według innego źródła Lisieckiego przekazało w ręce żołnierzy kilku mieszczan mieszkających w sąsiedztwie cmentarza św. Jakuba. Na polecenie burmistrza Jana Gotfryda Rösnera Lisiecki został osadzony w areszcie jako sprawca konfliktu.
thumb|Burmistrz Torunia Jan Gotfryd Rösner Następnego dnia koledzy Lisieckiego oraz jezuici domagali się uwolnienia studenta. Z tym żądaniem udali się najpierw do burgrabiego Gerharda Thomasa, a później do burmistrza Rösnera. Sprawa Lisieckiego nie wchodziła w skład kompetencji burgrabiego, natomiast sam burmistrz uznał, że sprawa zwolnienia studenta z aresztu powinna być załatwiona z rektorem Gimnazjum Kazimierzem Czyżewskim i prefektem Wawrzyńcem Marczewskim. Z Czyżewskim i Marczewskim miał się spotkać Dawid Heyder, będący uczestnikiem zajść. Wracając od burmistrza uczniowie Kolegium Jezuickiego napotkali Heydera, który wracał do domu. Uczniowie zażądali od Heydera, by przyczynił się do zwolnienia Lisieckiego z aresztu (zdaniem historyka Jerzego Dygdały miało to być de facto wymuszenie na mieszczaninie wycofania zeznań). Podczas sporu uczniowie grozili Heyderowi obnażonymi szablami. Do zbiegowiska dołączyło kilku mieszczan, którzy chcieli pomóc Heyderowi. Następnie w stronę tłumu skierował się patrol żołnierzy miejskich, który uspokoił sytuację. Jeden z przywódców grupy uczniów, o nazwisku Szydłowski, został aresztowany przez żołnierzy. Nie mogąc wymusić od władz Torunia wypuszczenia zatrzymanych, studenci Kolegium porwali Jana (Jakuba?) Nagórnego, ucznia Gimnazjum Akademickiego, przybyłego do Torunia dwa tygodnie przed procesją. Nagórny był przypadkową ofiarą porwania, niemającą nic wspólnego z wydarzeniami z 16 lipca. W międzyczasie Rösner miał prawdopodobnie zwolnić z aresztu Lisieckiego.
Po tym zdarzeniu, 17 lipca około godz. 19:30 toruńscy protestanci zaczęli zbierać się przed Kolegium Jezuickim. Przed gmachem doszło do starć. Na wieść o wybuchu zamieszek Rösner nakazał wprowadzić do akcji milicję miejską i straż obywatelską. Ponadto nakazał zamknąć bramy miejskie w pobliżu Kolegium Jezuickiego, by zapobiec przybyciu katolików z przedmieść do pomocy studentom. Straż obywatelska nie zdołała otoczyć budynku. Milicja miejska stacjonująca przy ul. Rabiańskiej dwa razy strzeliła w powietrze, prawdopodobnie ślepymi nabojami. Podwójna salwa chwilowo uspokoiła sytuację. Sekretarz Rady Jan Henryk Wedemeyer zdołał wejść do Kolegium i zażądać od rektora Czyżewskiego uwolnienia Nagórnego. Rektor wyraził na to zgodę, zastrzegając, że wcześniej muszą zostać uwolnieni studenci Kolegium. Wedemeyer udał się do Rösnera. Ten widząc narastający tumult, wypuścił z aresztu drugiego studenta. W czasie rozmów pomiędzy Wedemeyerem a Rösnerem jezuici nakazali swoim uczniom opuszczenie po kryjomu Kolegium. Około godz. 21 Czyżewski uwolnił Nagórnego. Po tym wydarzeniu milicja miejska wycofała się.
Po odejściu milicji tłum, zdominowany przez ludzi niższego stanu, rzemieślników i wyrobników, wdarł się do gmachu Kolegium i zaczął demolowanie wnętrza. Obok zniszczenia ławek szkolnych, stołów, pieców kaflowych, ram okiennych i drzwi miano również zniszczyć ołtarz w kaplicy Najświętszej Maryi Panny. Zniszczone sprzęty zostały wyrzucane na ulicę, a następnie podpalane. Według relacji jezuitów do ognia wrzucano m.in. obraz Marii Panny. Gdy powstało ryzyko rozpowszechnienia się tumultu na całe miasto, garnizon Gwardii Koronnej zdecydował się na podjęcie interwencji. Do Kolegium przybył oddział dowodzony przez kpt. Wattera, który zaczął usuwać uczestników zajść z budynku. Podczas tłumienia zamieszek ewangelicy wdarli się również do klasztoru, gdzie miano zniszczyć część wyposażenia i zranić kilku jezuitów. Jezuici nie stawiali oporu. Obie strony odniosły rany, podczas tłumienia tumultu miał zginąć jeden z żołnierzy. Gwardia zdołała usunąć ewangelików z budynków jezuitów, jednak tłum nadal gromadził się przed gmachem Kolegium. Dopiero przybycie Rösnera na miejsce wydarzeń uspokoiło sytuację i doprowadziło do rozejścia się tłumu.
Nie wiadomo, czy tłum zgromadził się spontaniczne, czy też miało to miejsce na skutek czyiś inspiracji. O wybuch zamieszek jezuici oskarżyli Rösnera oraz ortodoksyjnych pastorów Ephraima Oloffa starszego i Krzysztofa Henryka Andrzeja Gereta. Historyk Jerzy Dygdała podkreśla, że działania władz Torunia 16 lipca były prawidłowe, acz niezbyt zdecydowane. Aresztowanie dwóch studentów miało stanowić nacisk na rektora Kolegium oraz potencjalnie być zemstą na jezuitach za postawienie burmistrzowi zarzutów w sprawie prof. Jana Arndta. Tego ostatniego oskarżono o dopuszczenie do wystawienie sztuki religijnej dotyczącej postawienia Jezusa Chrystusa przed sądem żydowskim, gdzie zdaniem pewnego widza katolickiego postać arcykapłana Kajfasza stanowiła krytykę papieża. Dzięki polubownemu rozwiązaniu sprawy nie doszło do procesu o bluźnierstwo, jednak zostały wzajemne urazy. W wydarzeniach z 17 lipca stroną czynną była ludność ewangelicka. Zdaniem Dygdały Rösner mógł świadomie biernie przyglądać się tumultowi, by upokorzyć jezuitów. Niektórzy rajcy, skonfliktowani z burmistrzem, mieli wykorzystać zamieszki do pogrążenia Rösnera. Wiceprezydent Torunia Jakub Henryk Zerneke, mieszkający w sąsiedztwie Kolegium, nie podjął się interwencji. Do tłumu wyszedł dopiero po wyłamaniu bramy Kolegium, jednak jego wołania o uspokojenie się zostały zignorowane.
18 sierpnia rada miasta Torunia zarządziła zbadanie przebiegu wydarzeń. Tego samego dnia poczmistrz i literat Jakub Kazimierz Rubinkowski poprosił Rösnera o ukaranie sprawców tumultu, jednak Rösner odrzucił jego propozycję. Przesłuchania świadków trwały do początków września. Toruńscy rajcy specjalnie odwlekali sprawę, licząc na to, że władze słabej Rzeczypospolitej nie podejmą się działań oraz nie zdecydowali się na szybkie wypłacenie odszkodowania za zniszczenie Kolegium. Po zamieszkach jezuici pozwali miasto i jego władze przed sąd asesorski oraz rozpoczęli szeroką akcję propagandową. 29 lipca August II Mocny podpisał ostry pozew do rady miasta Torunia. W efekcie władze miejskie przygotowały odpowiedź spisaną w łacinie, w której przedstawili swoją relację na temat przebiegu zamieszek. Działania Augusta II Mocnego miały na celu pozyskanie wsparcia szlachty, w większości wrogo nastawionej do ewangelików. 11 sierpnia odbyła się pierwsza rozprawa przed sądem asesorskim w Warszawie. Ze względu na to, że obie strony przedstawiły zupełnie inny obraz wydarzeń, sąd podjął decyzję o powołanie komisji. Rozpoczęła ona działalność 16 września.
Proces sądowy